środa, 11 listopada 2009
Niepodległość
Dzień odzyskania niepodległości był wielkim dniem w naszej historii. Po wielu latach niewoli. Wiele jest takich chwalebnych kart w naszej historii. Wielkie zrywy, cud nad Wisłą, kosynierzy pod Racławicami, powstańcy warszawscy. Wszyscy oni ginęli za wolność ojczyzny, za niepodległość. Teraz gdy już tą niepodległość mamy zapominamy o jednej ważnej kwestii. Że niepodległość zobowiązuje. Że jesteśmy odpowiedzialni za przyszłość naszego kraju. Niepodległość jest wielką wartością. Ale równie ważna jest siła państwa oraz zdrowie jego struktur. W naszej historii często było tak, że gdy wróg u bram, wtedy pospolite ruszenie, "hej kto Polak na bagnety". Gdy nie było wroga, wtedy "jedz, pij i popuszczaj pasa". Obecnie dominują postawy typu: "mi się należy", "państwo mnie okrada" itp. Brakuje troski o to co będzie z naszym państwem w przyszłości, za 20, 50 czy za 100 lat. Każdy z nas ma na to znikomy wpływ. Ale to nie może być dla nas usprawiedliwieniem bezczynności.
wtorek, 03 listopada 2009
Przychody z prywatyzacji
Witam po dosyć długim milczeniu. Milczałem nawet wtedy gdy rząd przedstawił propozycję ogromnego zwiększenia deficytu budżetowego w przyszłym roku. W ten sposób znacząco wzrośnie też zadłużenie państwa. Chyba jednak w tej sprawie milczenie jest najbardziej wymownym komentarzem. Uczcijmy więc tą decyzję minutą ciszy. Chciałbym dziś natomiast poruszyć inny temat a mianowicie przychody z prywatyzacji. Otóż rząd planuje znacznie zwiększyć te przychody w najbliższych latach. Przychody te trafiają do budżetu i są na bieżąco rozdysponowywane. Mimo to w budżecie nadal jest ogromny deficyt. Zastanówmy się przez chwilę czym jest prywatyzacja. Jest to przekształcenie majątku z jednej postaci na inną. Państwo jest właścicielem fabryki, sprzedaje ją i zamiast fabryki ma pieniądze. Nadal jednak ma majątek, tylko że w inej postaci. Ale gdy pieniądze traiają do budżetu, wtedy traktowane są jak dochód co jest moim zdaniem ogromnym nieporozumieniem. Wyobraźmy sobie rolnika, który ma 20 hektarów ziemii. Uprawia ją, hoduje krowy, sprzedaje zboże i mleko. Co roku sprzedaje też jeden z hektar ziemii. Dochody ze sprzedaży mleka, zboża i ziemii wydaje. Zawsze jednak na koniec roku trochę mmu brakuje pieniędzy, więc posiłkuje się kredytem. Co roku rośnie koszt obsługi zadłużenia. Jednocześnie ma on coraz mniejsze zyski z uprawy ziemii (na skutek malejącego areału). Z czasem musi więc sprzedawać coraz więcej ziemii. Aż po kilknastu latach ... Czy w powyższym przykładzie dochód uzyskany ze sprzedaży zboża i mleka można porównywać z dochodem ze sprzedaży ziemii. Pierwszy dochód pochodzi z pracy i z wysiłku. Drugi jedynie z pozbycia się majątku. Skoro w powyższym przypadku jest to oczywiste to czemu nie jest to oczywiste w przypadku finansów państwa. Jest coś takiego jak wartość netto rozumiana jako różnica między wartością majątku a kwotą zadłużenia. W przypadku Polski wartość netto spada drastycznie na skutek obydwu czynników - wzrostu zadłużenia i spadku wartości majątku. Nie rozumiem czemu tak wiele osób nie widzi w tym nic złego.
piątek, 07 sierpnia 2009
Upadłe drzewo
Dawno, dawno temu było sobie ogromne drzewo. Przewyższało ono znacząco wszystkie sąsiednie drzewa. Bardzo było z tego powodu dumne. Naśmiewało się ze swoich malutkich sąsiadów. Sąsiednie drzewa czuły się przy nim bardzo zakompleksione. Też chciałyby być tak wielkie ale niestety rosły wolniej. Aż pewnego dnia nadszedł wielki huragan. Zaczął z ogromną siła napierać na drzewa. Okazało się wtedy, że największa siła działa na najwieksze drzewo. Nie miało ono jednak odpowiednio mocnych korzeni więc upadło z wielkim hukiem. Legło pośród mniejszych drzew, które jak się okazało miały wystarczająco mocne korzenie i pretrwały wichurę. W następnych latach pozostałe przy życiu drzewa rosły sobie spokojnie. Nauczone doświadczeniem upadłego drzewa najpierw dbały o rozwój korzeni a dopiero potem o wzrost. W ten sposób po wielu latach osiągnęły dawny poziom upadłego drzewa. Przez ten czas kilka razy nadciągal huragan ale dzięki bardzo mocnym korzeniom drzewa przetrwały. Upadłe drzewo natomiast zgniło i rozłożyło się dostarczając w ten sposób składniki miniralne sąsiadom. Porównajmy teraz drzewa do państw. Okauje się, że są państwa, które osiągały bardzo duży wzrost nie zachowując jednocześnie odpowiedniej dbałości o "korzenie" czyli o fundamenty gospodarki. Korzenie państwa umocnić można poprzez:
Gdyby skupić się na powyższych elementach i wcielać je w życie, wtedy wzrost pojawiłby się jako naturalna konsekwencja. I mógłby to być wzrost stabilny. Natomiast wzrost połączony z nadmiernym zadłużaniem oraz z brakiem głębszych reform jest wzrostem pustym i może prowadzić do upadku. Globalny kryzys, z którym obecnie mamy do czynienia jest właśnie takim huraganem, który sprawdza stan zakorzenienia poszcególnych państw. Miejmy nadzieję, że nauczy on nas bardziej dbać o "korzenie". PS1: Zdjęcie jest mojego autorstwa i pochodzi z Gór Świętokrzyskich PS2: Przepraszam za tak długą przerwę. Trochę ostatnio brakowało mi inwencji. No ale chyba większość bloggerów ma takie okresy.
niedziela, 28 czerwca 2009
Wybory w przedszkolu
W pewnej małej miejscowości było sobie przedszkole. Uczęszczało do niego dwadzieścioro dzieci. A zajmowała się nimi pani przedszkolanka Jola. Było to zwyczajne, normalne przedszkole. Aż tu nagle pewnego razu przedszkole zostało wytypowane do wzięcia udziału w pilotażowym programie "Wybory w przedszkolu". Program ten został sfinansowany przez Unię Europejską z funduszu rozwoju demokracji. Program obejmuje dwadzieścia przedszkoli z różnych państw Unii. Jeśli się powiedzie, wtedy zostanie wprowadzony we wszystkich przedszkolach. Komisja Europejska przygotowuje też program "Wybory w żłobku". Program "Wybory w przedszkolu" opiera się na tym, że przedszkolaki poprzez głosowanie wybierają sobie przedszkolankę. Wybór zostanie wykonany na roczną kadencję. Wybrana przedszkolanka uzyskuje duże uprawnienia. Będzie miała pełną swobodę w organizowaniu dzieciom zajęć. Będzie również decydować o budżecie przedszkola. Przedszkole przystąpiło więc do realizacji programu. Pierwszy etap to zgłoszenia kandydatów na przedszkolanki. Zgłosiła się dotychczasowa przedszkolanka - pani Jola oraz pani Kasia, która dotychczas nie pracowała w tej branży. Drugi etap to kampania wyborcza. Pani Jola ogłosiła hasło wyborcze - "Zdrowie i rozwój". Główne punkty jej programu to: zdrowe jedzenie (warzywa i owoce), więcej ćwiczeń fizycznych oraz więcej zajęć rozwojowych -nauka liter, nauka angielskiego itp. Pani Kasia przedstawiła natomiast hasło "Słodycze i zabawa". Zapowiedziała, że gdy wygra wybory, wtedy dzieci codziennie dostawać będą dużo słodyczy i lodów. Obiecała też zakup wielu nowoczesnych zabawek. Nadszedł dzień wyborów. Okazało się, że wygrała je pani Kasia uzyskując 18 głosów. Pani Jola zdobyła jedynie dwa głosy. Pani Kasia przystąpiła do pracy. Na początek podjęła uchwałę o przyznaniu sobie pensji w wysokości 20 000 zł. Następnie zaczęła wprowadzać w życie swoje pomysły. Wprowadziła do menu słodycze i lody, zakupiła wiele nowych zabawek. Wkrótce okazało się, że wydatki przekroczyły kwotę jaką przedszkole miało do dyspozycji na bieżący rok. Wtedy pani Kasia zaciągnęła w imieniu przedszkola duży kredyt. Szybko mijały kolejne miesiące i nieuchronnie zbliżal się koniec kadencji i kolejne wybory. Zgłosiły się do nich znów panie Kasia i Jola. Pani Kasia zaprezentowała ten sam program co przed rokiem. Uznała, że jest on sprawdzony i w zupełności wystarczy do ponownego zwycięstwa. Dla pewności zakupiła dla przedszkolaków kolejne supernowoczesne zestawy zabawek. Pani Jola natomiast bardzo przeżyła zeszłoroczną porażkę. Przez cały rok obmyślała strategię na następną kampanię. Przystąpiła do kolejnych wyborów pałając chęcią rewanżu. Ogłosiła nowe hasło wyborcze "Bajki i Disneyland". Obiecała dzieciom zachowanie dotychczasowych przywilejów czyli słodyczy i zabawek. Dodatkowo obiecała zakup ogromnego telewizora na którym przez cały dzień będą puszczane bajki. Pozatym zapowiedziała comiesięczne wyjazdy do Disneylandu. Hasła te okazały się skuteczne i pani Jola wygrała zdecydowanie wybory. Zdobyła 15 głosów, pani Kasia zdobyła 3, dwoje dzieci wstrzymało się od głosu. Na początku kadencji zwiększyła sobie pensję do 50 000 zł miesięcznie. Następnie zamówiła ogromny telewizor oraz zestaw bajek. Zabrała też dzieci na wycieczkę do Disneylandu. Oczywiście decyzje te doprowadziły do znacznego zwiększenia zadłużenia przedszkola. I tak mijały kolejne lata i kolejne wybory. Wszyscy jesteśmy przedszkolakami. Jesteśmy kuszeni przez polityków, którzy obiecują nam słodycze i zabawki. A najgorsze jest to, że politycy dostosowują się do większości wyborców. Nie mają odwagi do podejmowania trudnych decyzji. Podejmują natomiast decyzje populistyczne mimo, że są one szkodliwe dla Polski. Kiedy to się zmieni? Wtedy gdy my wszyscy się zmienimy. Gdy zmienimy się w obywateli odpowiedzialnych za własną ojczyznę. Wtedy politycy też się zmienią i się do nas dostosują.
czwartek, 18 czerwca 2009
Czym jest deficyt budżetowy?
Z deficytem budżetowym mamy do czynienia wtedy gdy wydatki przekraczają dochody. Definicja deficytu jest więc bardzo prosta i nie budząca wątpliwości. Inaczej jest z interpretacją deficytu budżetowego i jego znaczenia. W przypadku budżetu domowego sprawa jest prosta - osoba która ma co roku deficyt (i powiększa zadłużenie) uważana jest za nieodpowiedzialną. Osoba odpowiedzialna potrafi tak dysponować swoimi pieniędzmi żeby nie powstał deficyt. Osoba jeszcze bardziej odpowiedzialna potrafi wręcz uzyskiwać znaczne nadwyżki budżetowe i stworzyć fundusz awaryjny. Dla osoby odpowiedzialnej deficyt budżetowy jest czymś dopuszczalnym ale jedynie w sytuacjach wyjątkowych (np. poważna choroba, wypadek). Nie dopuszczalne jest natomiast doprowadzenie do deficytu na skutek zbyt wielu lekkomyślnych wydatków konsumpcyjnych. Zauważyłem że stan finansów częściej zależy od charakteru danej osoby oraz od jej odpowiedzialności za własne życie a rzadziej od wysokości dochodów. Znam przypadki zarówno ludzi zarabiających bardzo wiele, którzy nie potrafią wyjść z długów oraz ludzi którzy zarabiając niewiele potrafią nie tylko nie popaść w długi ale nawet odkładać część dochodów. A jak jest w przypadku państw? W przypadku finansów państwa stosowana jest jakaś dziwna filozofia. Otóż deficyt budżetowy uznawany jest jako coś normalnego i naturalnego. Wszelkie próby ograniczania deficytu spotykają się ze sprzeciwem a wręcz ze zdziwieniem. Znaczny deficyt powstaje co roku nawet w sytuacji wysokiego wzrostu gospodarczego co jest już dla mnie skrajnym absurdem. Uważam, że powinna być stosowana filozofia wedle której normalną sytuacją jest budżet zrównoważony. Deficyt budżetowy powinien być dopuszczalny jedynie w skrajnych sytuacjach (głębokiego kryzysu). Deficyt budżetowy zarówno w kontekście jednostki jak i państwa uważam za życie ponad stan. I nie jest to kwestia wysokości dochodów lecz kwestia mentalności, przede wszystkim mentalności polityków (ich odpowiedzialności za Polskę) ale także mentalności zwykłych szarych obywateli takich jak ja czy Ty.
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Paradoks dynama
Miałem dziś sen. Była bardzo ciemna noc. Przedemną była droga wiodąca przez las. Miałem ze sobą mój stary rower. Rower ten ma obecnie kilkanaście lat (pochodzi z czasów gdy kończyłem szkołem podstawową) i rdzewieje gdzieś w zakamarku. Ale we śnie był w pełni sprawny. Miał on oświetlenie zasilane dynamem. Włączyłem je i ruszyłem w drogę. Gdy jechałem powoli, wtedy światło było bardzo słabe. Gdy przyspieszyłem światło było mocniejsze ale i tak nie rozjaśniało drogi w wystarczającym stopniu. Po pewnym czasie dojechałem do cmentarza. Dostrzegłem na nim poruszające się światełko. Pomyślałem że to pewnie kolejny cyklista. Z zewnątrz cmentarz wyglądał jak cmentarz w mojej rodzinnej miejscowości. Spodziewałem się, że ujrzę grób mojego ojca (niedawno minęła 22 rocznica jego śmierci). Jednak gdy przekroczyłem bramę wejściową okazało się że to zupełnie inny cmentarz. Było tam trochę widniej niż w lesie więc dostrzegałem kontury starych grobowców i krzyży. Wokół nie było żywej duszy. Panowała idealna cisza. Poczułem jakąś dziwną energię wypływającąz tych grobowców. Chwyciłem rower i zacząłem biec. Biegłem coraz szybciej mijając kolejne groby. Miałem wrażenie że ze wszystkich stron jestem obserwowany. I wtedy... obudziłem się. Po przebudzeniu długo nie mogłem zasnąć. Zastanawiałem się nad paradoksem dynama. Gdy jest bardzo ciemno a żarówka jest słaba wtedy możemy albo jechać powoli i mieć bardzo słabe światło albo jechać szybko i mieć trochę mocniejsze światło. W pierwszym przypadku prawie nic nie widzimy a w drugim widzimy trochę więcej ale ze względu na dużą szybkość jazdy nie zdążymy zareagować gdy spostrzeżemy przeszkodę. Nie jest więc ważne jak szybko jedziesz, ważne czy jedziesz bezpiecznie. Paradoks dynama można zaobserwować nie tylko w rowerze ale także w firmie, w państwie itp. Weźmy przykład państw. Jeszcze do niedawna wiele z nich (np. Łotwa) miało bardzo wysoki wzrost gospodarczy. Droga była prosta i gładka więc Łotysze rozpędzili swój rower do imponującej prędkości. Gdy nagle pojawiła się przepaść rower nie zdążył wyhamować. Wiele firm rozpędziło swoje rowery biorąc ogromne kredyty i rozpoczynając inwestycje. Wiele osób brało kredyty na 130% wartości mieszkania, kredyty na samochód itp. przyjmując optymistyczne założenie, że na drodze nie pojawi się żadna przeszkoda. Zastanawiałem się nad rozwiązaniem paradoksu dynama i znalazłem trzy możliwe wyjścia:
Obserwując poczynania niektórych państw dochodzę do wniosku że wybrały one trzeci wariant walki z kryzysem. Pompowanie ogromnych pieniędzy w banki, dopłaty do nowych samochodów są to metody kosztowne a dające niewielkie efekty. Człowiek, który zastosuje wariant trzeci szybko opadnie z sił pokonawszy nieduży dystans. Gdy nadejdzie poranek wtedy będzie zbyt słaby żeby pedałować. I prawdopodobnie zostanie szybko wyprzedzony przez człowieka, który zastosował wariant pierwszy. PS1: Obrazek: FreeDigitalPhotos.net PS2: Jeśli jesteś czytelniku ekspertem od interpretacji snów to proszę napisz mi znaczenie mojego snu. Według mojej interpretacji powyższy sen oznacza że wkrótce zginę w wypadku komunikacyjnym.
czwartek, 11 czerwca 2009
Turniej szachowy
Pan Józef i pan Zenon startują w corocznym turnieju szachowym. Pierwszy raz wystartowali 10 lat temu. Wtedy obaj odpadli na pierwszym etapie przegrywając wszystkie mecze. Na pana Józefa porażki te podziałały mobilizująco. Przez cały rok ćwiczył i na następnym turnieju poszło mu już lepiej. Wygrał kilka rozgrywek i odpadł na dalszym etapie. Pan Zenon tak jak przed rokiem przegrał wszystkie spotkania. Pan Józef dalej się rozwijał i z każdym kolejnym rokiem zachodził w turnieju coraz dalej. W zeszłym roku przegrał dopiero w półfinale. Zajął ostatecznie czwarte miejsce.Niewiele zabrakłomu do miejsc na podium za które są wysokie nagrody. Pan Zenon natomiast nie poprawiał swoich umiejętności i co roku przegrywał we wczesnym etapie. Czasami tylko udawało mu się wygrać pojedyńczy mecz gdy trafiał na równie słabego zawodnika. Przez ostatni rok pan Józef przygotowywal się wyjątkowo mocno. Miał nadzieję, że tym razem staniena podium. Gdy przybył na turniej okazało się, że zmienił się zarząd i że na tegoroczny turniej przygotowano nowy regulamin. Przyznano sędziom uprawnienia do wpływania na wynik meczu. Jeśli sędzia stwierdzi, że przewaga jednegozgraczy jest zbyt duża wtedy ma prawo usunąć którąś z figur graczowi lepszemu a dodać graczowi słabszemu. Rozpoczął się turniej. Pan Józef w każdym meczu szybko uzyskiwał dużą przewagę. Wtedy do akcji wkraczał sędzia. Usuwał mu figury, dostawial figury przeciwnikom. Przechylał w ten sposób szalę na korzyść przeciwników. Jednak lata nauki się przydały. Pan Józef koncentrował się maksymalnie i pokonywał kolejnych graczy. Każde zwycięstwo przychodziło mu jednak z ogromnym trudem. W tym czasie pan Zenon grał dosyć niefrasobliwie. Szybko tracił ważne figury.Wtedy wkraczał sędzia i przechylał szalę na jego stronę osłabiając przeciwników. Przeciwnicy mimo że byli lepsi nie potrafili zniwelować tak dużej straty i minimalnie przegrywali. W końcu nadszedł finał. Spotkali się w nim panowie Józef i Zenon. I tym razem pan Józef szybko uzyskał przewagę. I znów wkroczyli sędziowie. Jednak tym razem zabrali mu dwie figury a panu zenonowi dostawili trzy przechylając zdecydowanie szalę na jego korzyść. Pan Józef staral się jak mógł. Jednak gdy tylko udało mu się częściowo zniwelować stratę, wtedy sędziowie ponownie wkraczali. Po ciężkim boju pan Józef przegrał. Właściwie to drugie miejsce też jest dobre - pomyślał pan Józef. Po chwili jednak zdziwił się, gdy sędziowie ogłosili, że miejsca od drugiego do czwartego zostaną rozdzielone w drodze losowania pomiedzy pana Józefa oraz zawodników którzy przegrali w półfinale. Przeprowadzono losowanie w wyniku którego pan Józef zajął czwarte miejsce. Zawodnicy z trzech pierwszych miejsc dostali zaś wysokie nagrody. Pan Józef postanowił, że w przyszłym roku nie weźmie już udziału w turnieju. Być może wyjedzie za granicę, do któregoś z krajów w których turnieje rozgrywane są według uczciwych zasad. I to już koniec tej historii. W rzeczywistości wszyscy jesteśmy uczestnikami wielkiego turnieju, w którym regulamin zmienia się dynamicznie wypaczając w ten sposób wyniki. Rządzący ciągle wprowadzają reguły, które faworyzują jednych kosztem drugich. Oto przykłady:
Takich przykładów jest wiele. Dlatego opowiadam się za jasnym, prostym regulaminem, w którym są reguły i możliwie jak najmniej wyjątków. Opowiadam się też przeciwko dużej zmienności tego regulaminu a w szczególności przeciwko zmienianiu regul w trakcie gry. W przeciwnym razie gra nie ma sensu.
Image: FreeDigitalPhotos.net
wtorek, 09 czerwca 2009
Zagadka nr 1
Dzisiejszy wpis jest zupełnie nie związany z tematyką bloga. Gdy pisałem kolejne opowiadanie na mojego bloga przypomniała mi się moja polonistka z liceum. Miała ona na imię Barbara (a może Beata albo Bożena, niestety nie mam pamięci do imion). Przypomniały mi się czasy, gdy musiałem pisać wypracowania na temat przerobionych lektur. Nie sądziłem wtedy, że przyjdzie taki czas, że będę pisał wypracowania bez przymysu. W tym miejscu chciałbym panią Barbarę (Beatę, Bożenę, niepotrzebne skreślić) serdecznie pozdrowić i przeprosić za wszystkie błędy, które popełniam na niniejszym blogu. No ale do rzeczy. Mam dla Was zagadkę. Pewnego razu na koniec lekcji pani B. wypowiedziała następujące zdanie: - Na następnej lekcji będzie kartkówka - Ale z czego? - zapytaliśmy - Z niczego - odpowiedziała pani B. Byliśmy zaskoczeni odpowiedzią ale po chwili zrozumieliśmy o co chodziło pani B. A czy Ty drogi czytelniku(czko) wiesz już o co chodziło?
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Chory ząb
Co wspólnego może mieć próchnica z zadłużeniem Polski? Jeśli czytaliście wcześniejsze wpisy to wiecie, że lubię chore porównania. No więc wyobraż sobie drogi czytelniku, że jesteśw następującej sytuacji. Boli Cię ząb i masz do wyboru trzy opcje:
Trzej panowie (X, Y i Z) postawieni zostali przed powyższym wyborem. Pan X wybral opcję 1. Nie był on skłonny pocierpieć kilka minut aby potem poczuć się lepiej. Pan Y wybrał opcję 2. Gotów był on do drobnego poświęcenia skoro dzięki temu miał poczuć ulgę. Pan Z wybrał opcję 3 (prawdopodobnie jest masochistą). Jakie byłyby konsekwencje tych wyborów. Pan X musiał nadal funkcjonować z niewielkim bólem. Powodował on ciągły dyskomfort. Aż w końcu ból stawał się coraz większy i ostatecznie okazało się że zęba nie da się uratować i konieczne było bolesne wyrywanie. Pan Y odczuł ulgę. Nie czuł już bólu i zapomniał o sprawie. Jednak ząb został tylko zaleczony. Próchnica zżerała go od środka i po pewnym czasie odezwała się ponownie. Ale teraz do wyboru pozostało tylko (tak jak w poprzednim punkcie) bolesne usunięcie U pana Z ząb zostal zaleczony dokładnie. Mimo bólu i kosztów pan Z mial z nim spokój na wiele lat. I żył długo i szczęściwie. Jaki jest morał z tej bajki? Taki, że czasami potrzeba cierpienia i wyrzeczeń teraz po to by było lepiej w przyszłości. A rozwiązania przyjemne i bezbolesne często mają złe skutki w przyszłości. W Polsce jest obecnie wiele problemów, które są jak ta próchnica z powyższej bajki. I to od nas zależy jaki sposób leczenia wybierzemy. Czy będzie to odkładanie problemu na póżniej? Czy będzie to bezbolesne zaleczanie? Czy też będzie to trudne i bolesne ale za to solidne wyleczenie? Miejmy też nadzieję, że znajdą się tacy dentyści, którzy podejmą się takiego solidnego leczenia.Jeśli o mnie chodzi to jestem gotów na najbardziej kosztowne i bolesne leczenie jeśli tylko ma to dać bardzo dobre efekty w przyszłości. PS1: Inspiracją dla powyższego wpisu była moja niedawna wizyta u dentystki. Wizyta była długa i bolesna ale ja jestem masochistą więc to lubię. (Przy okazji pozdrawiam miłą panią dentystkę) PS2: Pewnie znacie ten dowcip: Lekarz pokazuje pacjentowi kolejno kwadrat, okrąg, trójkąt a pacjent cały czas odpowiada, że widzi gołe baby. Lekarz stwierdza: "Pan jest zboczony". A pacjent na to: "JA? To przecież pan mi te świństwa pokazuje". Pewnie więc uważacie, że ja też jestem zboczony gdyż wszystko kojarzy mi się z zadłużeniem Polski. Były już: "śnieżne kule", "tratwa", "siłacze", "murarz", "próchnica". Otóż oświadczam że nie jestem zboczony (no może odrobinkę jestem). Proponuję natomiast konkurs. Wpiszcie wyrazy (z dowolnej dziedziny) a ja postaram się skojarzyć je z zadłużeniem Polski i stworzyć z tego kolejną bajkę.
czwartek, 04 czerwca 2009
Malejący próg ostrożnościowy
W Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w artykule 216 w punkcie 5 jest następujące zdanie: Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto. Konstytucja określa więc maksymalny poziom zadłużenia, którego nie można przekroczyć. Dodatkowo ustawa o finansach publicznych określa 3 progi ostrożnościowe w wysokości 50%, 55%, 60% rocznego PKB. Przekroczenie pierwszego progu powoduje, że w kolejnym roku nie można przyjąć budżetu z większym deficytem. Jeśli przekroczony zostanie próg drugi, wtedy kolejny budżet musi być taki aby zapewnić spadek relacji długu do PKB. Po przekroczeniu trzeciego progu kolejny budżet nie może mieć wogóle deficytu. Powyższe przepisy (zwłaszcza ten w konstytucji) są dosyć mocną barierą zabezpieczającą przed zbyt dużym zadłużeniem. Problem polega jednak na tym, że mechanizm ten nie zapobiega znacznemu wzrostowi długu nawet przy dosyć dużym wzroście PKB. Sytuacja ta przypomina mi pewną historię. Znałem kiedyś pewnego człowieka. Nie miał on oszczędności. Miał za to spore zadłużenie na karcie kredytowej. Gdy człowiek ten dostał podwyżkę ucieszył się. Ucieszył się, że będzie mógl zwiększyć sobie limit na karcie kredytowej. Polska jest właśnie w takiej sytuacji. Duży wzrost dochodów nie przekłada się na poprawę sytuacji finansowej. Zastanówmy się co by było gdyby wprowadzić do ustawy (a najlepiej do konstytucji) malejący próg ostrożnościowy. Polegał by on na tym, że w pierwszym roku zadłużenie nie może przekroczyć 60% PKB, w drugim roku 59%, w trzecim 58% itd. Przekroczenie tych barier wiązałoby się z poważnymi sankcjami dla rządzących. Wydaje mi się, że przepis taki wymuszałby na politykach poważniejsze działania w kierunku zmniejszania długu. Wymuszałby kolejne reformy. I okazałoby się, że po 60 latach w Polsce nie ma długu. Co o tym sądzicie? |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ciekawe blogi
Szablon
|